Jacek Gadzinowski to ciekawa postać w polskiej branży internetowej. Choć nie prowadzi własnego bloga jest częstym gościem u innych blogerów, gdzie aktywnie komentuje lub współuczestniczy przy powstawaniu notek. Nie inaczej było w moim przypadku. Jacek zaproponował rozmowę o polskim e-commerce. Przystałem na propozycję i prezentuję poniżej wywiad. Kim jest Jacek? Pracował m.in. w Onecie, Polskiej Telefonii Cyfrowej, czy Agito, gdzie miał całkiem spory kontakt z e-commerce. Oprócz tego obserwuje branżę na co dzień i nie skąpi własnych przemyśleń. Aktualnie pracuje w agencji marketingu zintegrowanego Momentum . Tradycyjnie zapraszam do dyskusji. :-) Wojtek Kyciak: Jesteś inwestorem i masz 100 000 zł do zainwestowania. Inwestujesz w e-commerce? Jacek Gadzinowski: Tak, ale po gruntownej analizie rynku. Ewentualnie postawiłbym na perspektywiczny segment rynkowy lub niszę, w której niekonieczne byłoby użycie porównywarek cen jako elementu promocji. Nie chciałbym walczyć cenami, ale jakością i dostępnością ciekawych produktów. Szukałbym produktów, których użycie związane jest z silnym przeżyciami i emocjami konsumentów. Które w miarę byłyby odporne na wahania rynku i cykle koniunkturalne oraz były elementem obecnej zmiany zachowań konsumentów. Stawiałbym też na wysoką marżowość sprzedaży. WK: Jesteś pewien, że e-commerce? Sklepy upadają, a najbardziej znane marki wśród polskich sklepów internetowych przynoszą często straty. Może lepiej zająć się czymś innym? JG: Jak wspomniałem, dokładnie zbadałbym rynek. Moim zdaniem nadal są niezagospodarowane właściwie sektory e-commerce w których można działać. Stara zasada biznesowa mówi, że najlepiej staruje się nowe przedsięwzięcie gdy inni panikują, uciekają i myślą o kryzysie i krachu (co jest absurdem!). Twój sukces zależy od tego jak efektywnie działasz, jak kontrolujesz koszty, przychody, marżowość i dobierasz swój asortyment. Mimo tego, że e-commerce nie jest łatwym biznesem, moim zdaniem można z tego dobrze prosperować. Mam nadzieje, że to zdanie wezmą sobie do serca wszyscy, którzy zastanawiają się nad sensownością tego typu działalności. WK: Mówisz, że chciałbyś zainwestować w branżę gdzie konkuruje się jakością, a nie cenami, pomija porównywarki. Do tego branża ma być odporna na wahania rynkowe i cechować się wysokimi marżami. Brzmi bardzo idealistycznie. Jaka to branża? JG: Branża spożywcza - dania gotowe i produkty delikatesowe, które roboczo nazwałem „dobrymi recepturami dań domowych” lub „ze stołu polskiego”.Są to produkty dla ludzi raczej finansowo zasobnych, z największych miast, młodych (25-35 lat), zapracowanych i szukających oszczędności czasowych w swoim życiu, często powracających/aspirujących do swoich korzeni (młodości) lub chcących czasem mieć „odrobinę luksusu”. Są to idealni klienci, szukający produktów takich jak: suche wędliny, sery gatunkowe, przetwory owocowe i warzywne, przetworzone owoce runa leśnego (m.in. grzyby, borówki, żurawina), zioła, miód pitny, nalewki, syropy, pierogi, bigosy, pasztety, ciasta, dania regionalne etc. W przyszłości ew. alkohole gatunkowe. Generalnie celowałbym w produkty trwałe, wysoko jakościowe i odporne na zepsucie. Nastawiłbym się też na dostarczanie tych produktów na okolicznościowe imprezy firmowe, do dużych biurowców, obsługę ambasad i delegacji zagranicznych etc. WK: Działałbyś lokalnie czy na rynku ogólnopolskim? JG: Na początku oparłbym sprzedaż na największych 2-3 aglomeracjach – Warszawa, Śląsk, Wrocław, stawiając na transport własny (leasing), który częściowo wykorzystywałbym dla własnego sklepu, częściowo oferując (zarabiając) usługi transportowe dla podobnych do moich podmiotów czy firm spoza branży. Zrobiłem rozeznanie rynkowe, że istnieje naprawdę ogromny popyt na dobry jakościowo transport drobnych i średnich wagowo przesyłek w obrębie tych miast. WK: Myślisz, że e-commerce ma szansę zaistnieć lokalnie? Nie wydaje Ci się, że polski rynek jest zbyt mały, żeby taki biznes miał szansę powodzenia już teraz? JG: Rynek nie jest mały, jeśli spojrzeć przez pryzmat ile ludzi w Polsce ma już dostęp do sieci. Myślę że kryzys gospodarczy, zachęci klientów do zaglądania do sieci – gdzie jest większy wybór, jest taniej i można znaleźć całe spektrum informacji których nie dostanie się w standardowym sklepie. Zmieniają się też stopniowo zachowania konsumentów, coraz mniej korzystają oni z mediów tradycyjnych i intensywniej zanurzają się w sieć.To znakomita szansa, zwłaszcza dla lokalnych przedsiębiorców, by zwiększyć sprzedaż i okrzepnąć lub zyskać rozpoznawalność i rynek krajowy. Np. warsztaty tuningu, krawcy, styliści, usługodawcy, architekci, projektanci mody, producenci rękodzielnictwa… naprawdę jest sporo fajnych nisz do zagospodarowania. Nie każdy musi być od razu milionerem, ale może chcieć sobie spokojnie wykroić swój mały, ale przytulny sklep w sieci. Moim zdaniem, segmentyzacja i customizacja produktów, usług to częściowo powrót do idei dawnych bazarów, ryneczków i lokalnych spotkań. E-commerce znakomicie się w to wpasowuje. WK: Mówisz o rynku spożywczym. A ja z racji tego, że pracowałeś w Agito zapytam o RTV/AGD. Widzisz przyszłość przed sklepami takimi jak Agito? Widziałem ich wyniki finansowe i nie wygląda to zbyt ciekawie przynajmniej na tym etapie działalności. Na dodatek z tego co wiem firma chce poszerzyć markę o kolejne asortymenty. Jak to oceniasz? JG: AGD/RTV – niekoniecznie, chyba że masz jakiś towar na wyłączność lub z taniego źródła zaopatrzenia. Rynek jest już nasycony i nie dysponując JUŻ rozpoznawalną marką, dobrymi kontaktami handlowymi, magazynem i gotówką, niewiele można tu zrobić. Marżowość nie jest jakaś kosmicznie wysoka, ale da się z tego coś ugrać – jeśli ma się duży obrót oraz mądrze sprzedaje oferując zestawy (np. kable, środki czyszczące, filtry etc.) na których można dobrze zarobić. Znane mi są przypadki, że na kablach jest większy zarobek niż… na telewizorach. Co do przyszłości sklepu Agito.pl, jest spory potencjał - ale nie sądzę że warto rozdrabniać się na kolejne kategorie, deprecjonując wypracowaną już markę elektomarketu. Przy tym bym pozostał, niż szukał kolejnych ”klocków”. Kupując komputer czy lodówkę, klient raczej nie będzie szukał tam butów, mydła czy żywności lub opon. Stawiałbym na specjalizację, która była kluczem do pewnego rodzaju sukcesu. Newegg.com i np. żywność? Niemożliwe na dłuższą metę. WK: W porządku, ustaliliśmy, że inwestujesz 100 000 zł w sklep internetowy z żywnością. Na co przeznaczasz te pieniądze? JG: Biuro-magazyn (podwynajem), transport (leasing), system komputerowe, platforma sprzedaży (back office i front end), a za to co zostanie – komunikacja z rynkiem oraz właściwe relacje z dostawcami. Jak najwięcej marketingu polegałoby na sferze PR, media relations, współpracy z blogerami, kontekstowym marketingu, cross promocji i wymianie wzajemnych świadczeń, kontaktach biznesowych. Sprzedaż - na początku zacząłbym od towarów mniejszych gabarytowo i wysoko rotujących, łatwych do pozyskania i nie psujących się. Z czasem poszerzałbym asortyment o pozostałe produkty. Szukałbym producentów lokalnych, którzy mają niższe ceny i produkty oryginalne, o dość ciekawych walorach smakowych. WK: Wspomniałeś, że nie chcesz inwestować w branżę, w której dużą rolę odgrywają porównywarki. Widzisz w nich przekleństwo? JG: Nie tyle przekleństwo, ale to swoista „brzytwa” w ręku człowieka. Który może się nią ogolić (wypromować swój biznes) albo zaciąć (zniszczyć go). W Polsce, często też używane są one do wprowadzania potencjalnych klientów w błąd (reklamowanie niedostępnych produktów, zaniżanie ceny i odbijanie kosztów w przesyłce etc.). WK: Jakie jednak widzisz możliwości promocji przed sklepami internetowymi w branżach gdzie konkuruje się ceną? Takich sklepów jest całkiem sporo... JG: Owszem jest sporo, ale czy poprzez ciągłą walkę cenową, będą one posiadać środki do inwestycji w infrastrukturę, pracowników, systemy czy też promocję? Moim zdaniem walka konkurencyjna cenami, jest dobra tylko na pewien czas rozwoju rynku. Gdy nastąpi już saturacja i skończy się pozysk klienta (a ważniejsza stanie się ich retencja), sklepy zauważą że klienci czekają na inne wartości – przewagi konkurencyjne, niż 1-2% różnicy w cenie.Jeśli już chcemy tak koniecznie tylko cenami walczyć… to polityka pricingu, też musi być przemyślana. Nie zawsze się opłaca być tym tanim lub najtańszym. Zastanowiłbym się też nad wcześniej wspomnianym przeze mnie bundlowaniem (jeśli jest to branża, w której jest to możliwe). WK: Zgadzam się, ale przeciętny właściciel sklepu internetowego myśli głównie o tym gdzie reklamować swój sklep. Widzisz jakąś alternatywę dla Google i porównywarek? JG: Można zbudować „zasięg” używając wyszukiwarki, ale walka tylko i wyłącznie o miejsce w wyszukiwarce i skupianie się na cenie… moim zdaniem jest strategią krótkowzroczną i śmiertelną. Stawiałbym na jakość obsługi, jej kompetentność, szybkość i niezawodność, budowę rozpoznawalnej marki – promocję. Wyszukiwarki tak – ale tylko jako nieznaczny element marketing mix.Przewrotnie powiem, że potęga zasięgu leży we właściwej komunikacji z dotychczasowymi klientami i zaproszenie/skuteczne przekonanie ich do ponownych zakupów. Np. przez odpowiedni cross i up selling, mailingi targetowane, dopasowaną ofertę, jakość obsługi i kontakt z nimi. Pytanie retoryczne - taniej jest pozyskiwać nowych klientów którzy nie powracają, czy dotarcie do dotychczasowych klientów?Google tak… ale zanim wydamy kopę pieniędzy na SEM, może warto zoptymalizować stronę pod kątem SEO, zadbać o przejrzystość sklepu, szybki i właściwy dostęp do informacji na stronie. Gdy zbudujemy podstawy, warto pomyśleć o PR, marketingu wirusowym lub angażującym konsumenta.Jestem też ogromnym zwolennikiem marketingu afiliacyjnego, można wybrać spośród ofert kilku firm. WK: A jak często zmieniasz wyposażenie kuchni czy kino domowe? Jak często kupujesz nowy zegarek? Aparat cyfrowy? Mam na myśli to, że nie we wszystkich branżach dasz radę bazować na stałych klientach. Co wtedy? Możesz w ogóle pomijać takie branże? JG: Nieczęsto, ale będąc dobrze obsłużonym w sklepie wielobranżowym (w tym przypadku z elektroniką), będę do niego wracał. Dzisiaj może lodówka, za pół roku kupię konsolę a za 3-4 lata... może telewizor. Może kupie tam w międzyczasie materiały eksploatacyjne, kable, chemię do konserwacji - jeśli tam będzie dostępna. Nie dość że wrócę do takiego sklepu, to jeszcze polecę go znajomym którzy pytają mnie jaki sklep internetowy, godziwie obsługuje klientów.Szczególnie mocno podkreślę słowo - "godziwie", czyli wartość która w tym momencie jest najważniejsza dla potencjalnych klientów e-commerce. Moim zdaniem, we wszystkich branżach można mniej lub bardziej na bazować na zadowolonym kliencie - jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio (tak ważne są rekomendacje i marketing szeptany).I to poleciłbym pod rozwagę wszystkim zajmującym się zawodowo e-commerce. WK: Dziękuję za rozmowę.